Amfiteatr w Epidauros

W greckim Epidauros, przy ruinach największej na świecie świątyni Asklepiosa znajduje się jeden z największych cudów architektury na świecie. W otoczeniu oliwkowych drzew, w cichym szeleście cykad, wkomponowany w zbocze wzgórza leży amfiteatr.

Jego najbardziej zadziwiającą cechą jest doskonała akustyka. Wypowiedziany na scenie szept słychać dokładnie w najwyższych rzędach na widowni. Miałem okazję być na przedstawieniu, na którym aktor nalewał w jednej ze scen wodę do szklanki – mimo pełnej widowni wszyscy dokładnie słyszeli szum wody. A nie stosowano żadnego nagłośnienia.

Nie jest przypadkowe ulokowanie tego cudu techniki akustycznej przy świątyni boga lekarzy. W starożytności w tej okolicy znajdował się szpital. Grecy mieli nieco odmienne spojrzenie na zdrowie, niż NFZ i Ministerstwo Zdrowia. I nie mówię tu tylko o teorii czterech humorów – chodzi mi o proces leczenia.

Chorzy podczas kuracji w Epidauros nie tylko zażywali leki ziołowe, nie tylko byli poddawani małym zabiegom chirurgicznym. Nie ograniczały się one też do fizjoterapii, masaży i kąpieli. Chorym zalecano także spacery w cieniu gaju oliwnego. Zachęcano do dysput filozoficznych z kapłanami-lekarzami i innymi pensjonariuszami szpitala. Wystawiano dla nich także sztuki w pobliskim amfiteatrze.

Jak istotny musiał to być dla starożytnych Greków element terapii, skoro amfiteatr w Epidauros szczyci się taką doskonałością wykonania. Jakże ważne jest dla wszystkich ludzi nie tylko wyleczenie choroby ciała, ale też przywrócenie spokoju duszy i rozluźnienie. Wspomaganie terapii odpoczynkiem, sztuką i spokojnymi rozmyślaniami. Sami przecież wiemy, że nawet głupiego przeziębienia nie da się wyleczyć paracetamolem i kwasem askorbinowym – trzeba się zwyczajnie położyć i odpocząć.

Do koncepcji tej wracano wielokrotnie. Nie tylko pochwalne głosy historyków medycyny (Zdzisław Gajda „Do historii medycyny wprowadzenie”) próbujących z odmętów czasu wydobyć zaniedbane metody lecznicze przypominały o ważnej roli sztuki i higieny umysłu. Także genialni klinicyści (Andrzej Szczeklik „Kore”, „Katharsis”) wracali często do tego tematu w swoich rozmyślaniach. Pamiętajmy i my, że nie da się zapewnić zdrowia ani samym zabiegiem, ani samym lekiem.

W stomatologii istnieją schorzenia o nie do końca ustalonej etiologii. BMS (bourning mouth syndrome) ze swoim uciążliwym pieczeniem błony śluzowej podejrzewany jest głównie o etiologię psychosomatyczną. Przebieg bruksizmu zależy w głównej mierze od pobudliwości psychicznej pacjenta oraz jego typu osobowości. Nawet w poważnych podręcznikach traktujących o tych trudnych do leczenia przypadłościach można odnaleźć zdanie, że głównym czynnikiem terapeutycznym jest sama świadomość bycia leczonym. Rozluźnienie psychiczne prowadzi do zatrzymania błędnego koła samonakręcania się schorzenia.

Ani sam zabieg, ani sam lek nie są w stanie utrzymać w zdrowiu naszych pacjentów. Oni sami też powinni zdawać sobie z tego sprawę. Profilaktyka zdrowotna, zdrowy tryb życia, ale także i higiena umysłu są ważne i powinny znajdować miejsce w codziennym życiu. Musimy uświadamiać naszych pacjentów, że za swoje zdrowie są odpowiedzialni przede wszystkim oni sami. Bez dbania o higienę jamy ustnej nawet przy najszczelniejszym wypełnieniu zawita próchnica wtórna. Tak samo bez odpoczynku organizm nie będzie w stanie się prawidłowo regenerować. Bez sztuki umysł zaprzątnięty codzienną szarością przyniesie wypalenie i depresję.

A ja od bardzo dawna nie byłem w teatrze.

Comments
  1. 3 lata ago
  2. 3 lata ago

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *