Ministerstwo prowizorki

Chciałbym podzielić się ze wszystkimi przyszłymi stażystami oraz pacjentami wiedzą na temat realiów pracy lekarza-dentysty współpracującego z NFZ.

W pracy lekarza dentysty na NFZ często nie ma czasu na nawiązywanie trwałych, opartych na wzajemnym zaufaniu relacji z pacjentem. Dentysta jest tu pracownikiem, wykonującym pracę na akord. Ile zrobił, tyle mu zapłacą. Zarobki są niepewne bo pacjenci  „funduszowi” mają tendencję do bagatelizowania umówionych terminów wizyt.  Codziennie zdarza się przynajmniej jeden pacjent, który mimo umówionej wizyty nie zgłasza się na nią.

Przyczyny są różne – roztargnienie, pomylenie daty, godziny a czasem po prostu decyzja pacjenta motywowana najróżniejszymi wymówkami. Jedno jest pewne – myślenie typu „Należy mi się, ale nie ma z tego powodu konsekwencji – więc nie muszę dzisiaj przychodzić” trzeba zmienić.

Pół godziny na pacjenta i koniec, kropka. Trzeba przyjąć jak najwięcej i zrobić jak najwięcej – jest to gwarancją zarobku. Za ubytek klasy I (w bruzdach i anatomicznych zagłębienia szkliwa, ograniczony do jednej powierzchni zęba) dentysta otrzymuje 38 punktów. W zależności od gabinetu – świadczenia ogólno-stomatologiczne przelicza się w przybliżeniu 1,00 – 1,19zł za punkt. Rachunek jest prosty. Trzeba od tego odjąć koszt eksploatacji i wymiany narzędzi, koszt pracy asysty,  sterylizacji narzędzi wielorazowego użytku oraz rzeczy jednorazowych typu kubeczki, serwety, lignina, rurki do ślinociągu, osłonki na czujnik RVG itp itd.

Sprzęt jaki jest każdy widzi. Często trzeba improwizować. Raz psuje się jedno, raz drugie. Wszystko ma już swoje lata, ale o dziwo, starsze sprzęty bywają solidniejsze i dłużej służą bezawaryjnie.

Jeśli dentysta pracuje u kogoś – wykorzystując jego sprzęt, narzędzia i materiały – może liczyć na 35-40% z tego co sam wypracował. Ignorując koszty gabinetu, o których już wspomniałem – licząc ok. 40zł netto- za jeden ubytek klasy pierwszej, dentysta pracujący u kogoś otrzymuje 16 zł.

Za wypełnienie kanału zęba jednokanałowego – fundusz przyznaje 19pkt – w przybliżeniu 20 zł, gdzie zużycie narzędzi i płynów do jego przepłukania często przewyższają kwotę przychodu.  A operator ma z tego dokładnie 8 zł.

Materiały też nie są najlepsze. Skoro gabinet funduszowy niewiele zarabia – niewiele inwestuje. Wiecznie wypadające wypełnienia to norma. I to też strata dla funduszu – taki pacjent, zgłaszając się za kilka miesięcy z ubytkiem, w którym jeszcze niedawno siedziało wypełnienie – pozbawia fundusz kolejnych pieniędzy – a przecież inwestując w nieco lepsze materiały – za jeden ząb fundusz płaciłby tylko raz, nie kilka.

No chyba, że ktoś nie jest przeczulony na względzie estetyki – najtrwalszym spośród refundowanych materiałów jest… amalgamat. Odpowiednio założony i skondensowany potrafi niewzruszenie i szczelnie tkwić w zębie kilkanaście – kilkadziesiąt lat. Ale i tu są ograniczenia. Nie wszystkie ubytki kwalifikują się do wypełnienia tym materiałem. Poza tym Prawo Rebla mówi o tym, że pacjent powinien mieć nie więcej niż 7 wypełnień amalgamatowych średniej wielkości – tak by dzienna ilość pochłanianej przez niego rtęci nie przekraczała ilości tego pierwiastka pochłanianego w liściu sałaty rosnącej opodal drogi – czyli nie przekraczała dziennej normy, którą chcąc, nie chcąc i tak spożywamy. W praktyce – większość funduszowych pacjentów może pochwalić się dużo większą zawartością metalu w swoich ustach.

Zdarzają się pacjenci, którzy chcą zapłacić za lepszy materiał – światłoutwardzalny. I tutaj też fundusz wylewa kubeł zimnej wody na głowę. W godzinach funduszowych lekarz nie może przyjąć pacjenta prywatnego ani wziąć od niego pieniędzy. Ten sztuczny podział godzinowy, przykładowo 8:00-16:00 NFZ, 16:00-20:00 pacjenci prywatni – również utrudnia życie. W starym systemie – pacjent mógł skorzystać z tzw. „dopłaty” – zapłacić kilkadziesiąt złotych jako zwrot kosztów materiału i otrzymać to, czego żąda.

Ale zdarza się i odwrotnie. Pacjenci nie mają pieniędzy a leczenie, którego potrzebują jest nierefundowane np. leczenie endodontyczne zębów trzonowych u osób dorosłych. Co zatem jest refudnowane? A no refundowane jest usuwanie takich zębów. Bardzo często zdarza się, że pacjent nie wyraża zgody na leczenie kanałowe, składa podpis w karcie i chce taki ząb usunąć. Nie ma zęba, nie ma problemu? Czyżby?

No cóż…  Drogi pacjencie – jeśli brakuje Ci mniej niż sześciu zębów w łuku, to mam dla Ciebie złą wiadomość.  Proteza częściowa  Ci nie przysługuje.

Dodatkowo fundusz ignoruje pacjentów niestandardowych. Wszystko jest wepchnięte w ramy. Jeśli coś nie jest zgodne z klasyfikacją i przypadek jest niestandardowy – np. leczenie nadwrażliwości szyjek zębowych przy użyciu lakieru z fluorem u osoby dorosłej – dentysta nie może przyznać sobie za to punktów – bo takich punktów w klasyfikacji nie ma. Czyli zdarza się pół godziny wolontaryjnej pracy – i mimo niesienia pomocy – co jest naszym obowiązkiem – nie zarabiamy a gabinet traci.

Diagnostyka – bywa uboga. Fundusz nie płaci za robienie zdjęć  radiologicznych w celu diagnostycznym, zapłaci dopiero wtedy, gdy oprócz zdjęcia wykonano jakąś procedurę leczniczą – czyli chociażby płukanie kieszonki czy trepanację komory zęba. Ale kiedy okaże się, że po zrobieniu zdjęcia – nie ma wskazań do interwencji – pieniądze za zdjęcie nie zostaną zwrócone.

To wszystko jest przyczyną często napiętej atmosfery w pracy, dziwnych odgórnych nakazów, przemęczenia lekarza i frustracji, co przekłada się na jego (dys)komfort psychiczny i jakość wykonywanej pracy i co najważniejsze – jakość kontaktu z pacjentem, który nie rozumie dlaczego dentysta nie chce się podjąć niektórych działań.

W tych ciężkich realiach należy do każdego pacjenta podejść z taktem, wyczuciem i uśmiechem by, obwarowani zasiekami absurdalnych wytycznych, sprostać jego potrzebom i nie popadać w paranoję.

Comments
  1. 3 lata ago
    • 3 lata ago
  2. 3 lata ago

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *