Morbi animae

Czasem na swej drodze spotyka się pacjenta cierpiącego nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. Już na studiach spotykamy się z pacjentami, których zachowanie odbiega od ogólnie przyjętych standardów. Część z nich jest obciążona schorzeniem psychicznym (precyzyjnie zdiagnozowanym  bądź nie). Pacjenci ci wymagają dużo cierpliwości, ale czasem też i stanowczości. Dane sprzed dziesięciu lat pokazują, że ponad 3% społeczeństwa polskiego było leczone psychiatrycznie, z czego ponad jedna dziesiąta z powodu schizofrenii1. Te same dane zestawione z wcześniejszymi o 4 lata pokazały wzrost liczby chorych o około 30%.

Ostatnio w gabinecie miałem nieprzyjemną sytuację. Leczyłem pacjentkę, o której wiedziałem że ma zdiagnozowaną schizofrenię, a także bogatą przeszłość kryminalną. Starałem się postępować z nią delikatnie, tłumaczyć każdy etap leczenia. Z początku jej zachowanie nie odbiegało od innych moich pacjentów, ale problemy zaczęły się po chwili. Gdy okazało się, że próchnica osiąga komorę, po częściowym oczyszczeniu zębiny przerwałem leczenie, żeby omówić z pacjentką dalsze postępowanie. Wytłumaczyłem, że konieczne będzie leczenie kanałowe (wyjaśniłem na czym polega i podałem koszt), a w przypadku, gdy pacjentka nie będzie mogła sobie na nie pozwolić alternatywą jest usunięcie zęba. Spokojna dotąd kobieta wybuchnęła i zaczęła obrzucać mnie obelgami. Stwierdziła też, że ząb jej nie bolał, więc leczenie kanałowe jest niepotrzebne, że w ubytku nie ma bakterii bo ona nie czuje żadnego gnilnego zapachu. Uznała też, że skoro twierdzę, że bakterie tam są, to pewnie dlatego, że wytarłem nos i je tam wsadziłem.

Na nic zdawała się moja spokojna argumentacja, że ząb nie bolał, bo dawno jest martwy (obumarłe nerwy nie przewodzą bodźców), zapach owszem jest, tylko pacjentka jest już do niego przyzwyczajona. Na nic tłumaczenie, że bakterie u każdego człowieka występują w jamie ustnej niezależnie od tego, jak często myje zęby, a u niej dodatkowo w ogromnej ilości znajdują się w kanałach korzeniowych. Co gorsza, w chwili gdy starałem się spokojnie wytłumaczyć pacjentce dalsze postępowanie, wtrąciła się jej opiekunka podważając moje kompetencje, twierdząc, że zniszczyłem jej córce ząb i że była w nim tylko „mała dziurka”. Po czym dodatkowo zostałem zwyzywany od najgorszych przez obie panie.

Z natury jestem człowiekiem cierpliwym, ale dawno nie otrzymałem takiej dawki obelg i naprawdę niewiele brakowało, bym przeszedł na język moich rozmówczyń. Na szczęście w tym momencie do dyskusji włączył się mój szef, posiadający większe doświadczenie oraz w tej sytuacji niezbędny autorytet. Poparł moje racje i delikatnie przekonał agresywne panie do założenia opatrunku tymczasowego i sprawdzenia czy w okolicznych gabinetach koniecznego leczenia nie można wykonać taniej. W końcu stanęło na tym, że umówiły się na wizytę właśnie do niego.

Czasem nawet spokój, pewność siebie i cierpliwość nie są wystarczające do leczenia trudnych pacjentów. Potrzeba na pewno doświadczenia. Ale czego jeszcze?

1. Rymaszewska J. i wsp., Rozpowszechnienie zaburzeń psychicznych – przegląd ważniejszych badań epidemiologicznych, Postępy Psychiatrii i Neurologii, 2005, 14, 3, 195-200

Comments
  1. 4 lata ago

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *