Nie lecz człowieka

W pracy lekarza dentysty mamy do czynienia z wieloma rodzajami presji. Ciśnienie w naszej głowie narasta wraz z upływającymi minutami, wydłużającą się kolejką, każdym kolejnym słowem wymagającego niestworzonych rzeczy pacjenta.


Pacjent jaki jest – każdy widzi. A pacjentów jest cała gama. Mnogo jak kolorów w kolorniku. Spośród wszystkich kolorów wybrałem dzisiaj ten, który dobrze wie co i dlaczego mu dolega, a także co lekarz powinien zrobić, aby zaradzić jego rozterkom. Wywiera presję, wymaga, oczekuje… I na nich trzeba uważać i to podwójnie. Nazwijmy go „expertem” w dziedzinie stomatologii.

Kiedyś robiąc praktyki wakacyjne byłem świadkiem gdy jeden ze stomatologów przyjmował nauczycielkę. (Nie mam żadnych uprzedzeń to tego zawodu, drogi czytelniku!). Utrzymywała, że jest poetką, ma taką artystyczną duszę i często kontempluje swoją osobę w lustrze. Przy czym nie mogła zaakceptować jednego: jeden dolny kieł był dłuższy od drugiego! Zażądała od lekarza, aby wydłużył ten drugi, krótszy ząb. Ponad piętnaście minut trwała groteskowa dyskusja na temat tego, że można jedynie skrócić dłuższy ząb. W przeciwnym razie całe zwarcie oprze się na jednym tylko dolnym kle, co będzie miało oczywiście przewidywalne skutki. Każdy argument lekarza był kwitowany słowami „Ale nie zgadzam się! Panie doktorze! Bo ja tu przeczytałam…” i poparty tezami z gazetki dla gospodyń domowych. Lekarz złagodził sprawę używając metody „zdartej płyty”.

Chcielibyście poznać drugiego pacjenta?
Leciwa filigranowa kobieta weszła do gabinetu i poprosiła o usunięcie zęba jej mężowi, z którym przyjechała. Zebranie wywiadu i badanie dostarczyło ciekawych informacji. Starszy 95-letni pan był solidnie obciążony ogólnoustrojowo – cukrzyca, choroba nowotworowa i jakieś choróbsko kardiologiczne, którego pacjent nie potrafił nazwać. Na pytanie jakie leki przyjmuje  wyciągnął z poły marynarki pudełeczko leku „rozrzedzającego krew” oznajmiając, że jest tego jeszcze cała sterta ale nazw nie pamięta. W badaniu przedmiotowym– faktycznie – same korzenie zębów. Wypadałoby usunąć i przygotować panu komplet protez… Ale za nic w świecie nie dało się wytłumaczyć, że nasza interwencja z pominięciem kardiologa, diagnosty laboratoryjnego,  a na końcu chirurga stomatologicznego mogła by skończyć się w najlepszym wypadku w szpitalu. Presja ze strony żony była ogromna „Panie, my w podróży… my specjalnie przyjechali! Mąż od dwóch dni żadnych tabletek nie bierze!” Nie dość, że pacjent samowolnie odstawił WSZYSTKIE leki narażając się na bezpośrednie zagrożenie zdrowia i życia to dodatkowo oznajmił, że czuje się słabo. I tak też wyglądał. Okazało się, że nie jadł śniadania, nie brał leków… Hipoglikemia jak nic. Skończyło się na szklance ciepłej wody z cukrem. Dziadek jak tylko nabrał wreszcie rumieńców – dziarsko ruszył szukać dalej szczęścia, gdzie któryś z „odważnych” lekarzy podejmie się „leczenia”.

Najgorsze jest to, że starsza osoba, umęczona podróżą, odsyłana z miejsca na miejsce zazwyczaj w końcu kłamie. Za trzecim, może piątym razem nie przyznaje się do swoich schorzeń i przyjmowanych leków. Wtedy nie możemy realnie ocenić sytuacji i zasada „Primum non nocere” bierze tutaj w łeb. Użyj wyobraźni czytelniku i pomyśl co się może wtedy stać…

Znacie jakieś skuteczne metody radzenia sobie z pacjentem „expertem”? Oto kilka z nich:
-wymieniona wyżej metoda „zdartej płyty”,
-zadawanie otwartych pytań – śmiało kontroluj konwersację przez zadawanie pytań otwartych prowadzących pacjenta do logicznych konluzji na temat ewentualnych konsekwencji podjętych przez nas działań,
-w skrajnych przypadkach –  u bardzo sfrustrowanych, krzykliwych pacjentów dobrą metodą jest ignorowanie jego agresywnych wyczynów, czyli po prostu dać mu się wykrzyczeć i zająć się w tym czasie czymś bardziej produktywnym niż wdawanie się w dyskusję (przetestowane, skutkuje). Jest to sztuka bardzo trudna i możliwa do wykonania jedynie przez bardziej cierpliwe jednostki .

Zachęcam do dyskusji w komentarzach! 🙂

Comments
  1. 3 lata ago
  2. 3 lata ago
  3. 3 lata ago
  4. 3 lata ago
    • 3 lata ago
  5. 3 lata ago
  6. 3 lata ago
  7. 3 lata ago
    • 3 lata ago

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *