Niepotrzebna potrzeba

„Rysio – ucieleśnienie okazji udanych zakupów. Lepiej taniej kupić niż drożej. Lepiej teraz niż nigdy. Nie ma rzeczy, których byśmy nie potrzebowali. Są tylko potrzeby, których jeszcze nie odkryliśmy. Wciskam wszystko i każdemu, zero skrupułów, zero litości – to ja.”


Tak przedstawił się Mateusz Maksiak, filmowy Rysio, akwizytor, jedna z głównych ról w filmie „Czas surferów”. Gdyby się głębiej zastanowić nad sensem jego wypowiedzi… Można w niej dostrzec przerażającą naturę marketingu.

Podobnie agresywną politykę, chociaż jawnie i pod pozorem „dobrych zamiarów” prowadzą dziś koncerny farmaceutyczne, a także, w mniejszym stopniu, stomatologiczne. Treść merytoryczna ich reklam jest porażająca i nic tu nie trzyma się kupy. Reklamy wręcz kreują i sztucznie rozdmuchują problemy, których nie ma! Potrzeby, których jeszcze nie odkryliśmy! Ale spokojnie… Od razu proponują remedium, byś mógł spać spokojnie.

Złe samopoczucie? Na pewno masz „zakwaszony organizm!”.
A nadwaga jest spowodowana na pewno nadmiarem wody w organizmie.
Kup tabletki, by szybko się odwodnić.
Nie mówiąc już o tabletkach na przykład blokujących wchłanianie tłuszczu z przewodu pokarmowego. Śmiało – jedz goloneczkę i zagryzaj tabletkami. Niesamowity pomysł.
Jeśli łapią Cię skurcze – to kup magnez… taki na skurcze.
A jeśli pijesz dużo kawy, to kup taki, co to trzeba brać, jak się pije dużo kawy.
Jeśli męczy Cię kaszel palacza – spokojnie, możesz palić dalej, bo już teraz dostępne są tabletki, które pomogą zwalczyć Ci ten kaszel.
I nie zapomnij o tych nowych tabletkach z Ibuprofenem, gdyby od tych wszystkich głupot rozbolała Cię głowa. TERAZ Z INHIBITOREM COX!
Ale zaraz, czyli co…? Czyli inne tabletki z Ibuprofenem nie mają tego inhibitora? I co to jest ten inhibitor? A co to jest COX?
Zamieszali, nie wyjaśnili, „Kowalski” dopowie sobie resztę.
Otóż cyklooksygenaza (COX) jest to enzym organizmu, który występując w różnych odmianach, odpowiada za syntezę związków chemicznych w tkankach, które są informatorem dla układu immunologicznego i regulują procesy zapalne. A właściwie działają jak chemoatraktanty – przyciągają do siebie białe krwinki powodując powstanie stanu zapalnego.
Inhibitor to związek, który ma ten enzym zablokować skutkiem czego wygasza nadmiernie wyrażony stan zapalny. Ibuprofen jest takim właśnie inhibiorem! I ogromna większość dostępnych na rynku leków przeciwbólowych sprzedawanych bez recepty również! Reklamodawca jednak sprytnie zasugerował, że jego produkt ma coś, czego nie ma konkurencja i wykreował potrzebę wybrania akurat tego produktu.

Która pasta najlepsza?

To pytanie często zadają nam pacjenci. Zawsze odpowiadam: „Najlepsza jest pasta taka – której się używa. Ta nieużywana do niczego nam się nie przyda.” Powyższe tyczy się również szczoteczek do zębów. Mogę jedynie zasugerować co powinna w przypadku danego pacjenta zawierać pasta lub jak powinna w jego przypadku wyglądać szczoteczka. Pozostawiam pacjentowi wybór nie kreując sztucznie potrzeby posiadania produktu danej marki.
Co wcale nie dziwi, prawie wszystkie reklamy produktów stomatologicznych odnoszą się do autorytetu lekarzy dentystów! I tak dowiaduję się z każdej z nich, że 99% dentystów w Polsce poleca taki a taki produkt.
Ciekawe tylko, czemu nikt mnie o zdanie nie pytał i zawsze należę do tego pozostałego 1%?

Hit na rynku, czyli cuda na kiju.

Ostatnio w moje ręce wpadła ulotka pewnych tabletek, mających chronić dzieci przed próchnicą poprzez mineralizację wyrzynających się zębów „od środka” jak i od zewnątrz. Wskazaniem do ich stosowania miałby być okres wymiany uzębienia mlecznego na stałe. Już samo założenie mineralizacji endogennej w tym okresie jest nietrafione. (Ale czy Kowalski albo Nowak muszą się na tym znać?)
Korony zawiązków zębów stałych w okresie wymiany uzębienia są już uformowane! Bombardowanie ich więc fluorem od środka nie ma najmniejszego sensu!
Dodatkowo żyjemy w świecie, w którym fluor jest bardzo łatwo dostępny z różnych źródeł pokarmowych oraz wody pitnej i często nie jest już potrzebna dodatkowa jego suplementacja.
Jeśli chodzi natomiast o działanie z zewnątrz – jak najbardziej ma ono sens. Świeżo wyrznięte zęby będą jeszcze długo dojrzewać wychwytując jony F- ze śliny. Ale przecież po to wymyślono pasty z fluorem. Czy zatem naprawdę potrzebne nam te tabletki?
Jeśli szczotka i pasta nie pójdą w ruch to i tabletki nic nie pomogą. Wywołają u rodzica jedynie ZŁUDNE poczucie, że dobrze dba o zęby swojego dziecka. Nie tędy droga…
Wyłącz reklamy. Włącz myślenie!

Gdyby zacząć wierzyć w to, co serwują nam wszystkie reklamy… Powinniśmy chyba zacząć odżywiać się wyłącznie tabletkami. Zwróć uwagę na słowa klucze. Nacechowane emocjonalnie, kojarzące się pozytywnie. Wszystkie „domowej receptury”, „niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania” oraz „w stu procentach naturalne” suplementy albo nie są nam wcale potrzebne albo związki w nich zawarte można przyswoić po prostu zbilansowaną dietą. Ich nadużywanie grozi w najlepszym przypadku odchudzeniem się z nadmiaru gotówki.

Kodeks etyki lekarskiej potępia reklamowanie przez lekarzy środków farmaceutycznych i niewielu z nich faktycznie się na to decyduje. Dlatego ogromna większość „autorytetów” w nich występująca jest równie fikcyjna co działanie danego specyfiku.

Biorąc pod lupę wyniki badań klinicznych, sponsorowanych przez firmy farmaceutyczne – może nam się włos na głowie zjeżyć. W 2010 roku, trzech badaczy z Toronto i Harvardu przejrzało rezultaty badań nad kilkoma grupami leków a następnie sprawdzili jak leki przeszły przez testy kliniczne. Wynik pozytywny w 85% uzyskały specyfiki, których badania były sponsorowane przez firmy farmaceutyczne. Finansowane przez rząd badania nad skutecznością leków obronną ręką przeszło jedynie 5% specyfików.

„ (…) Czasami eksperymenty są wadliwe z założenia. Możecie porównywać wasz nowy lek z czymś, co jest beznadziejne – istniejącym lekiem niewłaściwie podawanym albo pigułką placebo. To nie jest zakazane. Twórcy leczniczej substancji nie muszą dowodzić, że ich odkrycie jest skuteczniejsze od wszystkiego, co istnieje na rynku. Mają tylko wykazać, że ich lekarstwo jest lepsze niż nic. Nasuwa się więc smutny wniosek – nowe leki wcale nie muszą być rewelacją z racji swojej nowości, więc czasem bywają gorsze niż ich stare odpowiedniki. (…)”
(cytat z artykułu Ewy Wesołowskiej pt. „Wszyscy jesteśmy królikami”, Angora 27/2014)

Producenci będą się bardzo starać nam udowodnić, że mają to coś, czego potrzebujemy. Stworzą od zera potrzebę wykorzystującą nasze lęki dotyczące popsutych zębów czy zbędnych kilogramów. Jednak jedyną rzeczą, która naprawdę przyda się w tym przypadku jest zdrowy rozsądek. Aby nie dać się na to wszystko nabrać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *