Powikłanie, czyli emocje na huśtawce

Nieziemsko zestresowana bo w sumie kto wie, czy „jeszcze w sądzie nie będę się musiała szarpać” słyszę od pacjenta: „Jesteś dobrym lekarzem- wiem, że potrafisz to naprawić, czuję się tu bezpiecznie”.Emocje w 2 sekundy zmieniają się o 180 stopni.

Powikłanie.

Masz czasem tak, że wstrzymujesz oddech a po plecach przechodzi Ci zimny dreszcz?

W głowie lata Ci tylko jedno, wielkie „teraz to się dopiero zacznie”… Skąd takie podejście?

Nie oszukujmy się, na studiach powikłań w leczeniu raczej się nie ma- rotacja pacjentów jest tak duża, że zazwyczaj po skończonym leczeniu z tymi, których przyjmowaliśmy wcześniej już się nie spotykamy. Poza tym nad wszystkim czuwa asystent, który obarczony jest całą odpowiedzialnością za to co wycuduje student 🙂

Pierwsze powikłanie- takie, którego byłam niechlubnym twórcą miało miejsce w 1 miesiącu mojej samodzielnej już pracy po stażu. Młody lekarz przejmuje wtedy 100% odpowiedzialności za wykonany zabieg na siebie, dopiero w sumie staje na nogi zawodowo a tu takie wyzwanie…

 

A da się mniej emocjonalnie?

Złamałam narzędzie w kanale. I w sumie mogłam ten kanał wypełnić, nic pacjentowi nie mówiąc- nie zauważyłby nawet- a jeśli już ząb by się odezwał to dopiero po jakimś czasie.
Tylko, że już na początku za punkt honoru zawodowego ( 😉 ) wzięłam sobie to, że moi pacjenci o przebiegu swojego leczenia wiedzą wszystko.
W związku z tym poinformowałam o zaistniałej sytuacji, powiedziałam jakie są opcje wyjścia z niej, poinstruowałam co robić dalej. Zapewniłam, że w razie problemów służę pomocą.
Co było dalej?
– na drugi dzień: dzika awantura przez telefon zaserwowana przez żonę pacjenta
– po kilku dniach: awantura w poczekalni pełnej pacjentów również w wykonaniu żony pacjenta oraz jej koleżanki – potem: grożenie sądem, NFZ-em i innymi cudami

 

Generalnie śmierć, więzienie, TVN…

Jak sprawa się skończyła?
– Ząb skończyłam, mąż i żona leczyli się u mnie później jeszcze przez dłuższy czas.

– Nie usłyszałam żadnego proszę, dziękuję, przepraszam. Nerwów straciłam dużo. Zbyt dużo.

Więc niedawno stało mi się powikłanie.

Doszłam do etapu informowania o nim- wzięłam kartkę, długopis, rysuję- tłumaczę co się stało, mówię jakie są opcje wyjścia z sytuacji, instruuję co robić dalej. Nieziemsko zestresowana bo w sumie kto wie, czy „jeszcze w sądzie nie będę się musiała szarpać” (i mimo, że wygram to dalej jest to strata nerwów) słyszę od pacjenta:
„Jesteś dobrym lekarzem- wiem, że potrafisz to naprawić, czuję się tu bezpiecznie.”
Niesamowite.

Czy z czasem lekarzowi mija chłonięcie emocji i przeżywanie tego co dzieje się w gabinecie?

Comments
  1. 1 rok ago
  2. 1 rok ago

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *