Skąd robaki biorą pieniądze na sprzęt w ząbku?

Mały pacjent wymaga od lekarza dentysty szczególnych umiejętności interpersonalnych. Niejednokrotnie o powodzeniu wizyty decyduje odpowiednio dobrane słownictwo oraz nawiązanie nici porozumienia z dzieckiem. Niewielu wśród stomatologów lubi przyjmować dzieci. Na studiach, na początku mojej drogi również należałam do tej gromkiej rzeszy.

Jednak w miarę jak grupa przyjętych przeze mnie dzieciaczków się powiększała coraz bardziej przekonywałam się, że mali milusińscy są fantastyczni. Cały czas zastanawiałam się, co mogę zrobić, aby wizyty moich pacjentów kończyły się sukcesem. W rezultacie, poszperawszy trochę w piśmiennictwie w poszukiwaniu  wskazówek, ale także bazując na własnej inwencji twórczej, opracowałam kilka metod, które stosuję na co dzień, a które w znacznym stopniu pomagają mi w przeprowadzeniu wizyty.

Przede wszystkim staram się wychodzić z gabinetu, aby osobiście przywitać  i zaprosić małego pacjenta. Podaję rękę, uśmiecham się do dziecka od początku dając mu odczuć, że cała uwaga skupia się na nim i to on będzie za chwilę bohaterem. Oczywiście witam się również  z rodzicami, jednak nie rozmawiam z nimi o ich pociesze w trzeciej osobie, ale zwracam się do malucha bezpośrednio, aby jak najszybciej nawiązać kontakt. Rozmawiając z nim, zawsze pamiętam o tym, by znajdować się na jego wysokości. Dziwna, obca postać w białym uniformie, często wielkich okularach i masce stojąca nad dzieckiem, z pewnością nie zrobi na nim dobrego pierwszego wrażenia, które czasem przesądza o przebiegu całej wizyty.

Kolejnym krokiem jest zachęcenie przeze mnie do obejrzenia nagród czekających na  grzecznego maluszka, który nie będzie stawiał oporów przy leczeniu „chorego” ząbka. Pytamdziecko, czy któraś z nagród szczególnie mu się podoba, a po wskazaniu tej ulubionej, zabieram ją do gabinetu, stawiając niedaleko unitu i przypominając w chwilach słabości, że wybrana figurka, samochodzik czy kolorowanka cały czas czeka . Dzieci kochają upominki mniejsze czy większe, więc nie zapominajmy zaopatrzyć się w szeroki asortyment różnorakich „elementów przetargowych” ;).

Staram się sprawić, aby gabinet był dla dziecka miejscem jak najbardziej przyjaznym, kojarzącym się z zabawą i beztroską – nigdy karą czy niemiłym obowiązkiem. Zabawa z unitem – podnoszenie, opuszczanie, porównywanie do podróży samolotem, nalewanie do kubeczka wody, którą dziecko z wielką frajdą może później wciągnąć ślinociągiem to niektóre z zaaranżowanych przeze mnie atrakcji. Czasem zabawy te ratują sytuację, kiedy mały furiat wpada w histerię, a ja w ten sposób uspokajam i odciągam jego uwagę od nieprzyjemnych wrażeń.  Ciągle poszukuję dobrych odpowiedników dla nazw sprzętu w gabinecie stomatologicznym. Póki co, wpadłam na pomysł, że ssak to odkurzacz; ślinociąg to rureczka pijąca wodę; dmuchawka to łaskotki dla ząbka, które najpierw demonstruję na rączce;  turbina to prysznic, którym wymywam robaki z ząbka; a wiertła to kamerki, którymi oglądam robaki i opowiadam o nich dzieciom w trakcie zabiegu.

Aby zredukować lęk przed wiertłem, często proponuję pokazanie pracy różyczki na bardzo wolnych obrotach na paznokciu dziecka. Jeśli maluch się boi, proponuję, by tym pierwszym odważnym nadstawiającym palec był rodzic. W takiej sytuacji pacjent zazwyczaj przełamuje największą obawę i zachęcany przez mamę czy tatę oraz coraz bardziej zaciekawiony, sam wyciąga paluszek w celu nabrania nowego doświadczenia. Lubię też tłumaczyć dzieciom, że robaki zrobiły sobie domek w ich ząbku, a my możemy nawet zobaczyć, co ciekawego się w nim znajduje. Często powoduje to takie zainteresowanie, że dziecko grzecznie siedzi z otwartą buzią, w czasie gdy ja mogę  swobodnie  za pomocą „kamerki” wyrzucać robaki z domku opowiadając jednocześnie, co tam znajduję. A znajduję wiele:),chociażby:  łóżko piętrowe, plazmę, laptopa, dywan kolorowy, basen. Robak ogląda bajki i ma pomalowane paznokcie. Skacze na łóżku albo daje nura do wody. W trakcie zabiegu zadaję też dziecku pytania, które mogłyby zająć w jakiś sposób jego myśli, np. :Jak myślisz, co za bajki ogląda Twój robak? , Chcesz się dowiedzieć?,  Mam sprawdzić?. Kiedyś mój zaledwie czteroletni pacjent bardzo mnie rozbawił, kiedy na pytanie: A skąd ten robak ma na to wszystko pieniądze ? i z wielkim entuzjazmem oraz przejęciem krzyknął:   Z banku kredyt wziął !:D.

Dzieci bardzo chętnie przyjmują wszystkie metafory, porównania i eufemizmy. Zauważyłam, że dużo łatwiejsze jest dla nich zaakceptowanie faktu, że to niesforny robak boleśnie ugryzł niż to, że zabolało usuwanie nieszczęsnej próchnicy. Dlatego w momencie kiedy widzę, że dziecko poczuło ból  i się wycofuje, zadaję pytanie:  Co się stało? Czy to robak Cię ugryzł? Ach, te niedobre robale!

Szczególnym i przeważnie dosyć trudnym pacjentem jest ten tzw. „bólowy”. Od pierwszego wejrzenia nienawidzi nas i całego świata na piedestale stawiając oczywiście nasze kochane zgłębniki, turbiny, dmuchawki, strzykawki, kleszcze i inne niezbędne sprzęty. Warto wówczas zastosować przed znieczuleniem żel powierzchniowo znieczulający błonę śluzową czyli „kolorową galaretkę”, która dobrze jeśli jest czerwona, bo po ekstrakcji, kiedy dziecko zobaczy krew, można powiedzieć, że to przecież galaretka!  Dzieci bardzo boją się igieł. Na szczęście istnieją nakładki na strzykawki, m.in. w kształcie krokodyla, które pozwalają nam na jej ukrycie, istnieje duża szansa, że dziecko pozwoli sobie podać znieczulenie. Opowiadam dziecku o krokodylu, który spowoduje, że zacznie rosnąć balonik i dzięki temu ząbek zaśnie, a za chwilę pojawią się mróweczki, które zjadają robaki.

Każdy mały pacjent jest wyjątkowy i specyficzny, każdy ma swoją osobowość i charakter, każdego traktuję indywidualnie. Zawsze staram się pamiętać również o tym, że dziecko to nie mały dorosły. Ono dopiero wszystko poznaje, uczy się. Dlatego ogromną rolę odgrywa rodzic, jego podejście do wizyt u dentysty, jego doświadczenia, o których być może opowie małemu potomkowi, w jakiś sposób go nastawi – pozytywnie bądź negatywnie.

Przytoczyłam kilka przykładów, metod, trików, które znacznie ułatwiają mi pracę z moimi maluchami. Jednak  nie dają gwarancji powodzenia.  Cały czas się uczę od tych dzielnych zuchów, które stawiają czoła wstrętnym robakom. Każdy nowo poznany pacjent to większa nadzieja na pokonanie inwazji nieznośnych stworów atakujących biedne ząbki ;).

Comments
  1. 3 lata ago
  2. mm3 lata ago
  3. 3 lata ago
  4. 3 lata ago
  5. 3 lata ago
  6. 3 lata ago

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *