Śmiech w rzeźni

Każdy pacjent, przychodząc do stomatologa, nawet jeśli nie jest sparaliżowany strachem, to odczuwa pewien niepokój. Szczególnie jaskrawie widać to w gabinetach chirurgii stomatologicznej – miejscach, które ogółowi społeczeństwa przywodzą jednoznaczne skojarzenia z rzeźnią.

Wielu też chirurgów nie słynie z przyjaznego usposobienia, chociaż nie znam ludzi bardziej konkretnych i pragmatycznych (bo decyzje w chirurgii wymagają konsekwencji i stanowczości). Tak, zgadzam się, że często reprezentują silne charaktery nie zawsze kierując się na pierwszym miejscu empatią. Priorytetem jest maksymalnie precyzyjne wykonanie zabiegu. Nasila się to wrażenie, gdy lekarz dysponuje mocno ograniczonym czasem.

Jednak znam i wyjątki od tej reguły. Jeden z moich znajomych lekarzy, młody ojciec (co zapewne nie jest bez znaczenia) ma niesamowity kontakt z pacjentem. Zawsze żartuje, rozładowuje napięcie, ale gdy wyczuje, że pacjent źle toleruje takie podejście potrafi natychmiast spoważnieć. Przypomina mi się młoda, nastoletnia dziewczyna, która już po znieczuleniu, mimo że informowała o braku bólu, co chwilę wydawała z siebie przeciągłe „Aaa!”. Młody lekarz rozbroił pacjentkę powtarzając za nią za każdym razem „Bee!”.

Ma on też kilka swoich ulubionych haseł rozluźniających pacjenta. Standardowe pytanie „Czy będzie bolało?” kwituje krótkim „Mnie nie!”. Powtarza też pacjentom podczas prostych zabiegów, że „Jest szansa, że pani przeżyje” i „Będzie fajnie, jak w kombajnie!”.

Większość pacjentów reaguje pozytywnie, część jest w szoku, tylko nieliczni nie podchwytują żartów. Wielu wychodzi z gabinetu rozluźnionych, a każdy może dodać do doświadczeń ciekawe spotkanie z wesołym chirurgiem.

Comments
  1. 4 lata ago
    • 4 lata ago
  2. 4 lata ago

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *