Z miłości do papieru

Za każdym razem kiedy wchodzę do sklepu papierniczego ogarnia mnie jakieś wewnętrzne uczucie ekscytacji. W jakiś niepojęty sposób dokładnie posortowany papier, wielokolorowe półki z cienkopisami i piękne markowe pióra działają na mnie jednocześnie kojąco i przyprawiają o szybsze bicie serca.

Podobne odczucia ma też kilku moich znajomych. Skąd się to bierze?

 

Papier towarzyszy nam od podstawówki, a nawet wcześniej. Stopniowo jesteśmy nim zalewani, zasypywani coraz większymi jego stertami. W gimnazjum i liceum ocieramy się o biblioteki, zapoznajemy z kserowaniem. Na studiach czytelnia to nasz drugi dom, a punkt ksero odwiedzamy częściej niż jakąkolwiek gastronomię – stapiamy się z papierem. Być może stąd nostalgia do pięknych akcesoriów epistolograficznych, sentyment do pięknych wydań książek medycznych – papier mamy we krwi.

 

W tym kontekście należy z wyrozumiałością, a nawet radością patrzeć na działania różnych urzędów. Każdy z nich da lekarzowi okazję do obcowania z papierem, żeby ten przypadkiem nie miał możliwości zmęczyć się leczeniem pacjentów. ZUS zapewnia rozrywki w wypisywaniu druków (np. ZUS-ZLA), Urząd Skarbowy nie da zapomnieć o fakturach i rachunkach pieczołowicie wybijanych na kasach, NFZ z pewnością nie przepuści nam żadnej procedury jeśli nie zostanie pięknie wpisana gdzie trzeba. Do tego dochodzi dokumentacja indywidualna i zbiorowa, procedury wewnątrzszpitalne, karty procesu sterylizacji, książka zabiegowa…

 

Nie ma obawy, że nasza miłość do papieru przestanie być podsycana ciągłymi przypomnieniami. Oby tylko zabiegowa część naszych pasji nie poszła całkiem w odstawkę.

 

Fot. Paper.

Comments
  1. 2 lata ago

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *