Z pamiętnika stomatolożki o wyciorkach czyli teoria w praktyce

Ostatnio będąc na konferencji stomatologicznej przeszłam się po stanowiskach firm z narzędziami, materiałami dentystycznymi czy akcesoriami do higieny jamy ustnej. Przy jednym z nich wysłuchałam pochwał nad najnowszymi modelami szczoteczek międzyzębowych – zwanych przeze mnie pieszczotliwie wyciorkami.

Do kompletu jeszcze hiper- nowoczesna klasyczna szczoteczka do zębów i super-pasta z tajnym składnikiem, przed którą brud i bakterie uciekają jak w znanej reklamie. Stoję i słucham. Myślę: super! Tyle możliwości! Ale po chwili, najpierw nieśmiało, a za chwilę już bardzo bezwstydnie, dobija się myśl o rzeczywistości gabinetu. Tu warto zaznaczyć – gabinetu nie we Wrocławiu, Gdańsku czy Krakowie. Gabinetu, których wiele usianych jest po Polsce w miastach i miasteczkach. W tzw. „terenie” z dala od uniwersytetów. To tu toczy się życie większości naszego społeczeństwa i to tu trwa walka, i praca u podstaw o promocję zdrowia i walkę z próchnicą. Zatem pytam siebie: Gdzie tu wyciorki?!

Codzienność  pokazuje, że mycie zębów raz jest dużym sukcesem, a prośba o „panoramę” to już moja „fanaberia dentystki”:  Przecież zęby mam, to po co je oglądać na zdjęciu. Wyrywaj Pani tego co boli na NFZ, a nie nakładaj kosztów zwłaszcza gdzie ząb i tak do kosza.

Zatem może ta praca u podstaw nie powinna się koncentrować tylko nad edukacją najmłodszych? Niech wyciorki, płyny i szczotki zdobywają podświadomość pacjentów. Nie dlatego, że modne, ale dlatego, że warto!  Niech ktoś zamiast wymyślać rewolucyjny układ włókien w szczoteczce wymyśli jak promować zdrowie.

Teoria a praktyka… wiadomo zwłaszcza tuż po studiach i stażu staramy w 100% wdrażać w życie książkowe zasady i dążyć do ideału. Ale gdy za rogiem czai się ściana rzeczywistości – co robić? Nie robić nic (skoro nie w zgodzie z nauką) czy robić coś (po swojemu)? A pacjent nadal cierpi. Nauczono mnie, że stomatologia to sztuka, a w niej jest margines dowolności artystycznej twórcy. Zatem mimo, że bliskie mi osoby wiedzą o moim zamiłowaniu do postępowania w zgodzie z receptą to naginam się to tu, to tam, aby po zmieszaniu teorii z praktyką, abyśmy razem z pacjentem byli zadowoleni, a nie „wstrząśnięci”.:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *